OD Czeslava CD Taigi
-Chrupek! – podbiegłem z radosnym okrzykiem do przyjaciela – Co tam słychać mordeczko?
Chłopak jak zwykle wzdrygnął się na moje powitanie. Przywykłem do tego tak bardzo, że już nawet nie zwracałem na to uwagi.
- Witaj Czesiu – uśmiechnął się nieśmiało – W porządku, uczę się na sprawdzian z biologii.
- Biologia? – podrapałem się po głowie – Um, a co tam masz?
- Hormony – odrzekł krótko
- Och no to ja ci nie pomogę – wzruszyłem ramionami
- Nawet na to nie liczyłem – odparł – czysta pamięciówka, jakoś dam radę. A ty co taki radosny dzisiaj?
- Dostałem trójkę z angielskiego – powiedziałem dumnie wypinając pierś do przodu – Rozumiesz?! Trzyyyyy!!!!
- Brawo! – chłopak lekko się uśmiechnął – Moje wielkie gratulacje!
- Dzięki! – wyszczerzyłem się
- Sam pisałeś? – uśmiechnął się znacząco
- No wiesz ty co! – powiedziałem oburzony – Może z jedną malutką pomocą...
- Hah w porządku Czesiek w porządku, powiedz mi, czy ty masz może pożyczyć kalkulator? Potrzebowałbym na matmę za trzy godziny.
- Pewnie! No problemo – uśmiechnąłem się i zacząłem grzebać w plecaku – UM chyba zostawiłem piórnik w klasie, skoczę tylko po niego i podrzucę Ci. Gdzie masz lekcje? Ja już skończyłem więc mogę podskoczyć wszędzie.
- Heh dzięki, wystarczy jak podejdziesz tutaj, a ja już przyjdę.
- W takim razie do zobaczenia! – pomachałem ręką na odchodne i pobiegłem do klasy, gdzie mieliśmy ostatnią lekcję. Siedziało przed nią kilka uczniów – Otwarte? – zapytałem dziewczyny, która była najbliżej mnie.
- Nie wiem, ale nauczyciel już wyszedł - wzruszyła ramionami
Złapałem za klamkę, która ustąpiła. Spodziewałem się, że w takim razie klasa będzie całkowicie pusta. Jednak, gdy tylko je uchyliłem ujrzałem postać siedzącą na biurku.
- Och, nie wiedziałem, że ktoś tutaj będzie... – gdy tylko rozpoznałem osobę bardzo się zdziwiłem – Tai?
- Potrzebujesz czegoś? – westchnęła przeciągle patrząc na mnie
- Zostawiłem coś tutaj wcześniej... – powiedziałem i w tym momencie do mnie dotarło, Tai siedziała skulona na blacie i miała załzawione oczy... – Nie wyglądasz najlepiej... – wskoczyłem na miejsce obok niej, moje nogi bezwiednie zaczęły kiwać się w powietrzu, natomiast Tai swoje podciągnęła jeszcze bardziej i ukryła twarz w kolanach – Co się stało?
- Co to da jak powiem? – W jej głosie dało się wyczuć nutę żalu i rozgoryczenia – To tylko i wyłącznie mój problem, moja przeszłości, od której nigdy się nie uwolnię.
Dziewczyna jednym ruchem zeskoczyła na ziemię, ach a więc o to chodzi... Demony przeszłości. Nie ma nic gorszego niż nieciekawa przeszłość. Chciałem powiedzieć jej, żeby nie martwiła się niczym, że to co było już nie wróci, że nie ma znaczenia... Bo w końcu teraz jest teraz, a nie to co było, delikatnie złapałem ją za ramię – Hej... – dziewczyna szybkim ruchem wyszarpnęła się, spojrzałem na nią zaskoczony. Nie spodziewałem się takiego zachowania...
- Już mówiłam to moja sprawa – prychnęła
- Możesz mi zaufać, przecież wiesz... – spojrzałem na nią i lekko się uśmiechnąłem, w końcu kto jak kto, ale ja jestem ostatnią osobą, która potrafiłaby kogoś zranić w ten sposób. Tai jednak wydawała się nieobecna, nagle w jej oczach dostrzegłem złość. Mina momentalnie mi zrzedła.
- I co mam Ci powiedzieć? – zaśmiała się dość nerwowo, aż przeszły mnie ciarki – to, że mój brat mnie krzywdził, a wszyscy i tak byli po jego stronie, bo ja byłam tylko gówniarą? Czy może to, że trzy lata temu się zagalopował i musiał wyjechać, żeby się nie wydało? O już wiem, powiem Ci że wrócił!
Nasze twarze znajdowały się na tym samym poziomie, dzięki temu że siedziałem na ławce. I w sumie dobrze, że siedziałem, bo prawdopodobnie upadłbym. Po pierwsze z szoku, że Tai potrafi krzyczeć. Zawsze opanowana, grzeczna i elokwentna przed chwilą dała upust takim emocjom, że kopara mi opadła. Po drugie, gdy dotarła do mnie informacja o tym co właśnie powiedziała... Jak... Jak to w ogóle było możliwe?! Co się właśnie wydarzyło??? Patrzyłem na nią tylko nie będąc w stanie nic powiedzieć, ani nawet się ruszyć. Zdałem sobie sprawę, że nawet przestałem machać nogami... Zamiast cokolwiek zrobić siedziałem jak kołek. Jak głupi pieprzony kołek...
Nagle Tai zrobiła coś dziwnego, wyglądała jakby nagle uszło z niej całe powietrze. Poprawiła spódnicę i wyprostowała się
- przepraszam, nie powinnam krzyczeć. Popracuj nad projektem, ja dołączę jutro.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję odwróciła się w stronę drzwi. A ja... Ja dalej siedziałem jak taki kołek. Gdy łapała już za klamkę wydusiłem z siebie.
- Tai... Poczekaj.
Przystanęła w pół kroku i spojrzała na mnie z ukosa. Wziąłem głęboki wdech i zeskoczyłem na ziemię. Moja twarz znowu znalazła się na tradycyjnej wysokości. Podszedłem do Tai i spojrzałem jej prosto w oczy. Dziewczyna nic nie mówiła, ponownie jej wzrok nie wyrażał nic.
- Nie jesteś niczemu winna – Nie czekając na nic po prostu ją przytuliłem. Przytuliłem tak ze wszystkich sił, na wszelki wypadek, gdyby chciała się wyrwać objąłem ją żelaznym uściskiem. Poczułem jak jej ciało sztywnieje, jak każdy z jej mięśni staje się twardy jak skała - ... Niczemu. Po prostu jesteś kolejną niewinną ofiarą...
- Co ty możesz niby o tym wiedzieć – mruknęła dalej stojąc sztywno – Wiecznie uśmiechnięty i bez żadnych trosk. Takim to łatwo mówić o wszystkim.
Odsunąłem się od Tai na długość ramion. Spojrzałem na nią pełen żalu.
- Jak ty możesz tak w ogóle mówić... Ale nie w sumie masz prawo – uśmiechnąłem się od ucha do ucha – Co ja tam wiecznie szczęśliwy wiem o życiu...
- Co ty teraz? – Tai wydawała się zdezorientowana
- Ach nic! – wyszczerzyłem się i poklepałem ją po ramieniu – Absolutnie nic! Ale powiem ci jedno. Nie wszystko jest takie jakie się wydaje, więc proszę nie oceniaj pochopnie – znowu ją przytuliłem – Nie wiem co dokładnie zrobił ci brat, ale domyślam się, że to było coś strasznego. Najgorszą możliwą krzywdą jaka może kogokolwiek kiedykolwiek spotkać to ta wyrządzana przez najbliższych, Tai. I wierz mi, albo nie, ale naprawdę znam twój ból – Wtuliłem głowę w ramię dziewczyny – czasem, a zwłaszcza w takich momentach chciałbym być wyższy tylko po to, żeby móc kogoś przytulić, obtoczyć i dać namiastkę bezpieczeństwa... Ale jestem jaki jestem – spojrzałem jej prosto w oczy i się uśmiechnąłem – i pozostaje mi tylko móc rozweselać... Tai, proszę nie smuć się już więcej. Wiem, że ciężko jest nosić się dzień w dzień z takim bólem, ale nie jesteś sama. Nie wiem ile osób jest z Tobą, ale wiedz, że jestem ja! I będę zawsze i wszędzie! Nigdy nie zostawię Cię samej w potrzebie. Możesz zawsze na mnie liczyć – uśmiechnąłem się i zmruzylem oczy
Chłopak jak zwykle wzdrygnął się na moje powitanie. Przywykłem do tego tak bardzo, że już nawet nie zwracałem na to uwagi.
- Witaj Czesiu – uśmiechnął się nieśmiało – W porządku, uczę się na sprawdzian z biologii.
- Biologia? – podrapałem się po głowie – Um, a co tam masz?
- Hormony – odrzekł krótko
- Och no to ja ci nie pomogę – wzruszyłem ramionami
- Nawet na to nie liczyłem – odparł – czysta pamięciówka, jakoś dam radę. A ty co taki radosny dzisiaj?
- Dostałem trójkę z angielskiego – powiedziałem dumnie wypinając pierś do przodu – Rozumiesz?! Trzyyyyy!!!!
- Brawo! – chłopak lekko się uśmiechnął – Moje wielkie gratulacje!
- Dzięki! – wyszczerzyłem się
- Sam pisałeś? – uśmiechnął się znacząco
- No wiesz ty co! – powiedziałem oburzony – Może z jedną malutką pomocą...
- Hah w porządku Czesiek w porządku, powiedz mi, czy ty masz może pożyczyć kalkulator? Potrzebowałbym na matmę za trzy godziny.
- Pewnie! No problemo – uśmiechnąłem się i zacząłem grzebać w plecaku – UM chyba zostawiłem piórnik w klasie, skoczę tylko po niego i podrzucę Ci. Gdzie masz lekcje? Ja już skończyłem więc mogę podskoczyć wszędzie.
- Heh dzięki, wystarczy jak podejdziesz tutaj, a ja już przyjdę.
- W takim razie do zobaczenia! – pomachałem ręką na odchodne i pobiegłem do klasy, gdzie mieliśmy ostatnią lekcję. Siedziało przed nią kilka uczniów – Otwarte? – zapytałem dziewczyny, która była najbliżej mnie.
- Nie wiem, ale nauczyciel już wyszedł - wzruszyła ramionami
Złapałem za klamkę, która ustąpiła. Spodziewałem się, że w takim razie klasa będzie całkowicie pusta. Jednak, gdy tylko je uchyliłem ujrzałem postać siedzącą na biurku.
- Och, nie wiedziałem, że ktoś tutaj będzie... – gdy tylko rozpoznałem osobę bardzo się zdziwiłem – Tai?
- Potrzebujesz czegoś? – westchnęła przeciągle patrząc na mnie
- Zostawiłem coś tutaj wcześniej... – powiedziałem i w tym momencie do mnie dotarło, Tai siedziała skulona na blacie i miała załzawione oczy... – Nie wyglądasz najlepiej... – wskoczyłem na miejsce obok niej, moje nogi bezwiednie zaczęły kiwać się w powietrzu, natomiast Tai swoje podciągnęła jeszcze bardziej i ukryła twarz w kolanach – Co się stało?
- Co to da jak powiem? – W jej głosie dało się wyczuć nutę żalu i rozgoryczenia – To tylko i wyłącznie mój problem, moja przeszłości, od której nigdy się nie uwolnię.
Dziewczyna jednym ruchem zeskoczyła na ziemię, ach a więc o to chodzi... Demony przeszłości. Nie ma nic gorszego niż nieciekawa przeszłość. Chciałem powiedzieć jej, żeby nie martwiła się niczym, że to co było już nie wróci, że nie ma znaczenia... Bo w końcu teraz jest teraz, a nie to co było, delikatnie złapałem ją za ramię – Hej... – dziewczyna szybkim ruchem wyszarpnęła się, spojrzałem na nią zaskoczony. Nie spodziewałem się takiego zachowania...
- Już mówiłam to moja sprawa – prychnęła
- Możesz mi zaufać, przecież wiesz... – spojrzałem na nią i lekko się uśmiechnąłem, w końcu kto jak kto, ale ja jestem ostatnią osobą, która potrafiłaby kogoś zranić w ten sposób. Tai jednak wydawała się nieobecna, nagle w jej oczach dostrzegłem złość. Mina momentalnie mi zrzedła.
- I co mam Ci powiedzieć? – zaśmiała się dość nerwowo, aż przeszły mnie ciarki – to, że mój brat mnie krzywdził, a wszyscy i tak byli po jego stronie, bo ja byłam tylko gówniarą? Czy może to, że trzy lata temu się zagalopował i musiał wyjechać, żeby się nie wydało? O już wiem, powiem Ci że wrócił!
Nasze twarze znajdowały się na tym samym poziomie, dzięki temu że siedziałem na ławce. I w sumie dobrze, że siedziałem, bo prawdopodobnie upadłbym. Po pierwsze z szoku, że Tai potrafi krzyczeć. Zawsze opanowana, grzeczna i elokwentna przed chwilą dała upust takim emocjom, że kopara mi opadła. Po drugie, gdy dotarła do mnie informacja o tym co właśnie powiedziała... Jak... Jak to w ogóle było możliwe?! Co się właśnie wydarzyło??? Patrzyłem na nią tylko nie będąc w stanie nic powiedzieć, ani nawet się ruszyć. Zdałem sobie sprawę, że nawet przestałem machać nogami... Zamiast cokolwiek zrobić siedziałem jak kołek. Jak głupi pieprzony kołek...
Nagle Tai zrobiła coś dziwnego, wyglądała jakby nagle uszło z niej całe powietrze. Poprawiła spódnicę i wyprostowała się
- przepraszam, nie powinnam krzyczeć. Popracuj nad projektem, ja dołączę jutro.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję odwróciła się w stronę drzwi. A ja... Ja dalej siedziałem jak taki kołek. Gdy łapała już za klamkę wydusiłem z siebie.
- Tai... Poczekaj.
Przystanęła w pół kroku i spojrzała na mnie z ukosa. Wziąłem głęboki wdech i zeskoczyłem na ziemię. Moja twarz znowu znalazła się na tradycyjnej wysokości. Podszedłem do Tai i spojrzałem jej prosto w oczy. Dziewczyna nic nie mówiła, ponownie jej wzrok nie wyrażał nic.
- Nie jesteś niczemu winna – Nie czekając na nic po prostu ją przytuliłem. Przytuliłem tak ze wszystkich sił, na wszelki wypadek, gdyby chciała się wyrwać objąłem ją żelaznym uściskiem. Poczułem jak jej ciało sztywnieje, jak każdy z jej mięśni staje się twardy jak skała - ... Niczemu. Po prostu jesteś kolejną niewinną ofiarą...
- Co ty możesz niby o tym wiedzieć – mruknęła dalej stojąc sztywno – Wiecznie uśmiechnięty i bez żadnych trosk. Takim to łatwo mówić o wszystkim.
Odsunąłem się od Tai na długość ramion. Spojrzałem na nią pełen żalu.
- Jak ty możesz tak w ogóle mówić... Ale nie w sumie masz prawo – uśmiechnąłem się od ucha do ucha – Co ja tam wiecznie szczęśliwy wiem o życiu...
- Co ty teraz? – Tai wydawała się zdezorientowana
- Ach nic! – wyszczerzyłem się i poklepałem ją po ramieniu – Absolutnie nic! Ale powiem ci jedno. Nie wszystko jest takie jakie się wydaje, więc proszę nie oceniaj pochopnie – znowu ją przytuliłem – Nie wiem co dokładnie zrobił ci brat, ale domyślam się, że to było coś strasznego. Najgorszą możliwą krzywdą jaka może kogokolwiek kiedykolwiek spotkać to ta wyrządzana przez najbliższych, Tai. I wierz mi, albo nie, ale naprawdę znam twój ból – Wtuliłem głowę w ramię dziewczyny – czasem, a zwłaszcza w takich momentach chciałbym być wyższy tylko po to, żeby móc kogoś przytulić, obtoczyć i dać namiastkę bezpieczeństwa... Ale jestem jaki jestem – spojrzałem jej prosto w oczy i się uśmiechnąłem – i pozostaje mi tylko móc rozweselać... Tai, proszę nie smuć się już więcej. Wiem, że ciężko jest nosić się dzień w dzień z takim bólem, ale nie jesteś sama. Nie wiem ile osób jest z Tobą, ale wiedz, że jestem ja! I będę zawsze i wszędzie! Nigdy nie zostawię Cię samej w potrzebie. Możesz zawsze na mnie liczyć – uśmiechnąłem się i zmruzylem oczy
